…nie wiem czemu, ale na dzieciach wywierają ogromne wrażenie. Budzą zaciekawienie. Wnoszą powiew tajemnicy. Zapraszają najpierw do oczekiwania przywołującego uważność, następnie do otwierania, szukania, zaglądania…
Dorośli zresztą chyba też tak mają. Każdy marketingowiec wie, jak ważne jest opakowanie.
Odkąd to intuicyjnie zauważyłam, dostałam lekkiej obsesji na punkcje wszelkiego rodzaju pudełek. Obok żadnego nie umiem przejść obojętnie, bo zaczynam kombinować, do jakiego materiału mogłoby się przydać.
Pudełka często bardzo mi pomagają w budzeniu dziecięcej wyobraźni podczas lekcji literatury, w analizowaniu… struktury tekstu – tak, żeby ta czynność nie odstraszało teoretyczną suszą i hermetycznym językiem.
Kiedyś na podsumowanie Lwa, Czarownicy i starej szafy przyniosłam czwartakom swój zamykany na kluczyk kuferek na biżuterię z mnóstwem ukrytych zakamarków, szufladek, maleńkich pudełeczek, drugich den itp., w których umieściłam różne ich wypowiedziane w poprzednich dniach wnioski na temat lektury, wzbogacone o moje wnioski, posegregowane według pewnego strukturalnego klucza. Przy pomocy najprawdziwszego drugiego dna pokazałam dzieciom, czym jest drugie dno w tekście, jak pod powierzchnią świata przedstawionego może kryć się coś więcej. Zresztą – moi uczniowe wszelkie Lewisowskie alegorie poodkrywali już wcześniej całkiem samodzielnie, w momentach olśnienia, nie bezpośrednio na polskim, tylko kiedy malowali wielką makietę Narni. Ja im tylko lekko pomogłam później uporządkować i fachowo ponazywać dostrzeżone rzeczy.
Strukturą tekstu i zawierającego się w nim świata przedstawionego zajmujemy się prawie zawsze, kiedy omawiamy utwór literacki. Badamy sobie, kto tym światem rządzi, jak układa jego elementy, co z tego wynika. Wszelkich narratorów rozmaitych typów mamy dość bezboleśnie ogarniętych. Niedawno, kiedy przyszło nam rozkminiać, co z władcą i organizatorem świata przedstawionego w komiksie, uczniom wydało się to już zagadnieniem fascynującym. Co za pomysły padały!
Badamy też konstrukcję fabuły, zjawisko meandrowania i przeplatania się wątków – np. na kolorowych włóczkach i wełenkach. Czasem na drewnianych klockach.
Pod koniec zimy (czyli nie tak dawno) przyszedł czas na narrację szkatułkową. Czytaliśmy genialne, acz mało znane dzieło – Baśń zimową Altera Kacyzne, tekst w oryginale napisany w jidysz (Autor to rówieśnik Brunona Schulza, zamordowany w czasie II wojny). Przepiękny językowo, stylistycznie i bezdenny, jeśli chodzi o głębię zawartych w nim treści – do rozmyślania, dyskutowania w nieskończoność, dostrzegania coraz to nowych niuansów, szukania sensu w każdym najdrobniejszym obrazie i słowie.
Tekst ten pozostawia czytelników – małych i dużych – w pewnej konsternacji, która jest weń organicznie wpisana, właściwie explicite.
Dotąd wszyscy, z którymi to czytałam – najpierw moje osobiste dzieci, później uczniowie – słuchali z zapartym tchem, w ciszy takiej, że przelatującą muchę można było usłyszeć. I wszyscy na zakończenie pozostawali w osłupieniu. W zadziwieniu, które otwiera tyle nowych przestrzeni, i kolejnych pudełek… Większość dzieci nie zgadzała się na oryginalne zakończenie baśni. Uczniowie spontanicznie dopisywali swoje własne zakończenia, inne. Nawet chłopiec z dysgrafią i dysleksją, który nie znosi pisać, zabrał się za to natychmiast po wysłuchaniu lektury.
Poza tym książka ta wprowadziła dzieci na kolejny stopień zaawansowania w czytaniu konwencji. Znają już dobrze klocki, z jakich buduje się baśnie. Odszyfrowywanie, jak a rebour zostały tu one poukładane i jak pomodyfikowane, dało im sporo przyjemności i niemal konstruktorskiej satysfakcji.
Szkatułkową strukturę narracji zamknęliśmy oczywiście w najprawdziwszych pudełkach. Na podsumowanie uczniowie napisali od siebie – i karteczki powrzucali do pudełek – o czym jest ten tekst. Bo to wcale nie takie oczywiste.
Uwielbiam czytać/dowiadywać się od nich takich rzeczy!
A nowe pudełka już czekają 😉 – te będą o poezji i prozie.





