Poezja to coś nieoczywistego i niełatwego w lekturze. Poezja wymaga dużo wyobraźni, biegłości w przekładaniu słów na obrazy, w rozwijaniu metafor, snuciu rozmaitych językowych i równolegle wizualnych fantazji, nie mówiąc już o fantazjach intertekstualnych…
Mówię dzieciom: „zobaczcie, jak mało słów, a jak dużo w nich treści – wszystko, co tylko zdołacie tam wypatrzyć, wyczytać.”
Poezja jest jednocześnie trudna i łatwa. Trudna, bo trzeba do jej czytania uruchomić mnóstwo procesów mentalnych, które pomogą się rozwinąć temu pąkowi kondensującemu w sobie cały świat. A łatwa, bo na tyle pojemna, że każdy – bez zbytniego kombinowania – może w niej znaleźć wszystko, o czym tylko pomyśli w trakcie lektury. Wystarczy, że zechce myśleć.
Sądzę, że choć może na co dzień ludzie rzadko sięgają po poezję, to jednak warto oswajać z nią uczniów. Po co? Nie wiem. Nie potrafię wskazać praktycznych celów. Może żeby rozwijać wyobraźnię, wrażliwość, wyczulenie na dźwięki, słowa, obrazy, żeby uczyć oryginalnego myślenia, nieoczywistych rozwiązań, które ze sfery języka może uda się przenieść w inne sfery… A może dla czystej estetyki i przyjemności. Chyba nie wszystko musi mieć od razu oczywiste praktyczne zastosowanie, żeby mogło być uznane za przydatne i wartościowe?
W mijającym tygodniu mieliśmy sporo do czynienia z poezją.
W środę urządziliśmy sobie poranek poetycki przy herbatce i ciasteczkach. To taki mój pomysł – z chęcią podchwycony przez uczniów – na zmotywowanie ich do uczenia się wierszy na pamięć. Bo w zwyczajnych okolicznościach mało kto robi to z własnej woli. Natomiast do poranka poetyckiego prawie każdy przygotowuje się z zapałem.
Mamy w klasie duży segregator z wierszami. Istny misz-masz. Wrzucam tam i poezję typowo dziecięcą Tuwima, Brzechwy, różnych współczesnych twórców, i starą Konopnicką, i kawałki Mickiewicza, ale też Miłosza Świat. Poema naiwne, które uwielbiam. Dzieci samodzielnie wybierają sobie z segregatora utwory do recytacji. Najczęściej sięgają nadal po wiersze z historyjkami, zabawne, rymowane, po Brzechwę, Tuwima. Ale są też tacy, którzy wybierają Miłosza albo Konopnicką.
Na nasz poetycki poranek przyniosłam ostatnio również książkę ze śmiesznymi wierszykami użytkowymi do… nauki ortografii. Okazało się znowu niespodzianie, że zrobiła ona prawdziwą furorę: uczniowie czytali z niej wiersze po kolei – zaliczyli w ten sposób kilka rundek wokół stołu. Ich pomysł i inicjatywa. Czytać chciał każdy – nawet dyslektycy, którzy na co dzień czytania nie znoszą.
W piątek natomiast przyniosłam do klasy trochę wierszy Joanny Kulmowej, z okazji świętowanego ostatnio jubileuszu jej 90. urodzin. Uczniowie wymyślili – również sami – że napiszą do Poetki list z życzeniami i zrobią ilustracje do jej wierszy, które do listu dołączymy. Prace powstają: kredki i pastele się łamią i kruszą na mnóstwo kolorów, brokat się sypie, paluchy brudne, poklejone. A wiersze, które cieszą się największą popularnością są takie:
KULKI I SZKIEŁKA
Trznadel o żółtych piórkach
toczy zwrotkę okrągłą jak kulka.
Kos czarny
na dzióbku cienkim
podrzuca szpiczaste długie piosenki.
Biała pliszka
ćwierkliwym głosem
dziobie śpiewkę kosmatą jak oset.
Szpak
daje wielki koncert
wydmuchując szkiełka ostre
błyszczące.
Piąty ptaszek schował się między liście
śpiewa długo – lśniąco – ostro – kuliście
jakby szkiełka
kulki
innych ptaków ułowił.
Bo ten ptaszek
to właśnie słowik.
– Ptaszki zostały dokładnie posprawdzane najpierw w atlasie zwierząt, później w internecie. Okazało się, że trznadel rzeczywiście ma żółte piórka, z pliszka naprawdę jest biała! to nie poetycka fantazja! Ptaki zostały przedstawione realistycznie, słowik ukryty za krzakami. Nie mogę się doczekać, jak zostaną narysowane dźwięki.
LAMPY W PARKU
Lampy
w parkowych alejkach
rozkwitają nad wieczorem jak maciejka.
I ćmy,
nocne wiercipięty,
lecą do tych kwiatów nocą rozwiniętych.
Ćma za ćmą o płatki lamp kołata,
całą słodycz wysysa z latarń.
Więc do rana światło stula się,
zmierzcha
i znów stoją pąki lamp
przy ścieżkach.
– Ćmy są na razie migotliwymi drobinkami brokatu na ciemnym niebie z granatowej kredki świecowej. Gwóźdź programu – rozkwitające latarnie – jeszcze czekają na jakieś olśniewające ujęcie plastyczne.
A na koniec takie ogłoszenie – gdyby ktoś był zainteresowany:
W przyszłą niedzielę, 15 kwietnia, o 16.00 w Filharmonii Krakowskiej odbędzie się koncert familijny poświęcony Joannie Kulmowej i jej poezji. Wykonawcami w większości będą dzieci. Bilety – po 2 i 3 zł – jeszcze są dostępne. Można kupić przez internet. My się wybieramy :).
http://www.filharmonia.krakow.pl/Repertuar/Kalendarium/7723-KONCERT_FAMILIJNY.html


