Komiksy i… intertekstualizm

 

W tym tygodniu na tapecie (wiecie, co jest tapet? 😉 ) Kajko i Kokosz. Szkoła latania – tzw. lektura z podstawy programowej, więc nie ma wyjścia – „przerabiamy”.

Okazało się, że – znów ku mojemu zaskoczeniu – książeczka wzbudziła skrajne emocje: część klasy przeczytała standardowo, jak zwykle, i była nawet pozytywnie nastawiona do dzieła, część jednak stwierdziła, że to książka głupia, niepoważna, że nie chce im się tego czytać i że w ogóle wszystko do niczego.

Po wstępnych oględzinach nastrojów, doszłam do wniosku, że to raczej pospolity „szkolny leń” aniżeli dojrzała postawa krytyczna względem tekstu :P. Ale wykorzystałam tę atmosferę i zaprosiłam uczniów do dyskusji o wadach i zaletach książki. Natychmiast powstały dwie rywalizujące ze sobą grupki – jedna chciała, żeby jak najwięcej było plusów, druga – minusów książki. Nie ma to jak emocje wokół lektury! Gwarantują, że zostanie ona zapamiętana na wieki.

Tu jednak wydarzyło się dodatkowo coś nieoczekiwanego.

Nagle dzieci zauważyły, że to, co wyczytały w Kajku i Kokoszu… gdzieś już było! już to skądś znają! Tak! Dwaj protagoniści o kontrastujących cechach wyglądu i charakteru do złudzenia przypominają Asterixa i Obelixa (też czytaliśmy w szkole), Flipa i Flapa, Żwirka i Muchomorka etc., etc. Fabuła też coś przypomina: dwa walczące obozy, zmagania „dobrych i złych” podane w komicznym sosie, magiczna postać pomagająca dobrym (dzieci orzekły, że Jaga to właściwie samo, co Druid z Asterixa…), magiczne przedmioty znane z wielu innych baśni, z Harry’ego Pottera… Jednym słowem – wszystko już było!

Konsternacja! – autor nie wymyślił tego sam, tylko ODGAPIŁ! To nieuczciwe! Niegodne autora! Słabe!

Na drugi dzień jednak, kiedy emocje nieco opadły, dzieciaki stwierdziły, że tropienie, co się skąd wzięło w książce, może być jednak niezłą zabawą.

Podejrzewam, że kto nie jest filologiem, może tego nie zrozumieć, ale dla mnie cała ta dysputa i zamykające ją dzieciowe wnioski o intertekstualności to była istna rozkosz! To już przecież zdecydowanie wyższy poziom czytania testów kultury! Mmmm – marzenie każdego polonisty! 😛

Aż odszukaliśmy na półce materiał z początku roku szkolnego zatytułowany „Opowieści z klocków” i układając go, przypominaliśmy sobie stałe, ciągle powracające motywy literackie: typy bohaterów, przedmioty, miejsca, schematy fabularne…

A na podsumowanie wszystkiego udaliśmy się do Muzeum Narodowego na wystawę poświęconą komiksowi.

Świetna to była wyprawa: tylko ja i czwartaki – nieduża kameralna grupka – komunikacją publiczną. Dzieci oglądały ekspozycję samodzielnie, bez przewodnika, bez żadnych warsztatów. Myślę, że to dla nich w tym momencie znakomita wystawa do trenowania tej akurat umiejętności – samodzielnego, świadomego zwiedzania.

Mieliśmy też czas na miejskie piknikowanie przed Muzeum Narodowym (uwielbiam przestrzeń publiczną zorganizowaną tak, że można w niej wspólnie spędzić czas – przyjazną, gościnną, integrującą), na obwarzanki, na gry słowne w autobusie (dzięki temu szybko nam minęła podróż w tłoku).

To był naprawdę udany tydzień.

Na jego zakończenie napisaliśmy dyktando z nosówek ;).